DWUNASTY ZAWODNIK

Dodano: 16.08.2010 godz. 21:41
Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości czego brakowało w minionym sezonie na Łazienkowskiej to po meczu z Cracowią już doskonale wie. Piłkę do siatki na dwa do jednego wnieśli kibice, którzy z taką wiarą zagrzewali piłkarzy Legii do gry do ostatniej sekundy meczu, że udzieliło się to wszystkim. To kibice przede wszystkim wierzyli, że ten mecz jest do wygrania, a kiedy zszedł z boiska charyzmatyczny Bartosz Ślusarski stało się jasne, że gościom pozostało już tylko głęboko się bronić. Taki sposób gry, kiedy zespół cofa się blisko własnej bramki nie rokuje dobrze, szczególnie grając przeciwko dobrze usposobionej ofensywnie Legii. Legioniści mają swoje problemy w obronie , co pozwoliło Cracowii dojść do kilku stu procentowych sytuacji, których nie wykorzystała, ale ofensywnie Legia jest jedną z najmocniejszych drużyn w Polsce. Obydwie drużyny mogły rozstrzygnąć ten mecz wcześniej ale tym razem obaj bramkarze wygrali pojedynki jeden na jednego z napastnikami. Co stało się w końcówce meczu i jak długo piłkę trzymał w rękach bramkarz Cracowii już nie jest ważne. W Krakowie będą udowadniać że miał jeszcze czas, a w Warszawie, że czas wprowadzenia piłki dawno minął. Jak zwykle rację miał sędzia i nie ma co rozdzierać szat,o to że arbiter trzymał się przepisów. Często takie sytuacje uchodzą w naszej lidze bez echa i może dlatego pewne przyzwyczajenia u piłkarzy pozostają. Sędzia mógł podjąć decyzję że nic się nie stało i czy bramkarz wprowadzi piłkę sekundę szybciej czy dwie sekundy wolnej nie ma wielkiego zanczenia. Sędzia podjął decyzję o zbyt wolnym wporwadzaniu piłki do gry i warto przeliczyć na powtórkach ile sekund trzymał piłkę w dłoniach bramkarz Cracowii. Zresztą później stanął zbyt daleko od dalszego słupka bramki co przy tak szerokim murze było ryzykowną decyzją. Maciej Iwański uderzył piłkę lekko i celnie i zapewnił Legii trzy punkty. Stadion plus kibice tworzą wspaniałą atmosferę zaczyna udzielać się to powoli piłkarzom i Legia pokazała, że będzie trudna do pokonania na własnym boisku. Czasem to gra zespołu podrywa trybuny i emocje sięgają zenitu ale bywa, że to kibice znakomitym dopingiem podrywają drużyny do lepszej gry z wiarą w końcowy sukces. Na Łazienkowskiej tym razem największe słowa uznania należą się kibicom i każdy już wie co oznacza dwunasty zawodnik w zespole lub jego brak.